wypalam.pl

O autorze

Mam na imię Wojtek i wypalam na drewnie. To tak w strasznie dużym skrócie…


…więc wróćmy do początku.
Przygodę z wypalaniem na drewnie rozpocząłem w wieku 19 lat, tuż po napisaniu matur.
Było to impulsywne, spontaniczne i niespodziewane wydarzenie w moim życiu, z którym nie wiązałem żadnych przyszłych planów (oczywiście jak na tamtą chwilę). Patrzyłem wtedy na drewno
z przymrużeniem oka, trochę prześmiewczo i zagadkowo. Wypalając wspólnie z przyjacielem naszemu kolejnemu dobremu przyjacielowi prezent na urodziny, w mojej głowie wykluła się idea pirografii. Ale nie oszukujmy się… wtedy, mówiąc bardzo kolokwialnie, była nieudolnym, pokracznym tworem wyobraźni, który na dodatek nie potrafił raczkować. Rozpocząłem więc poszukiwania sprzętu (w czym bardzo pomógł mi mój Tata), zacząłem się rozglądać za różnego rodzaju drewnem, szukałem sposobu na dokładniejsze metody wypalania i się zaczęło…



Minęło pięć i pół roku, a ja przez cały ten czas pielęgnowałem własną, indywidualną umiejętność wypalania na drewnie. Nieraz siedząc przy biurku nad deską całe dnie, niekiedy wieczór, czasami moment, lecz bardzo często każdą wolną chwilę. To jest bardzo przyjemne, robić to co się lubi.
Właściwie to to, co się uwielbia i kocha.
Przez te ponad pięć lat dzieliłem swój czas pomiędzy bardzo liczne obowiązki. Pracę, uczelnię, sport
i inne związane z nim sprawy oraz przyjemności, ale zawsze wracałem do domu, otrzepywałem kurz
z desek, odświeżałem się i brałem do ręki wypalarkę. Proste narzędzie, przypominające gruby długopis, markera czy inne pisadło tyle, że rozgrzane, w niektórych przypadkach do czerwoności,
a dające tyle szczęścia i poczucia spełnienia, w tej rzadko spotykanej sztuce.
Czasami kładłem się spać po 5. rano, gdy wstawało już słońce. Na dworze było wtedy tak przyjemnie, cicho, beztrosko, jakże spokojnie. Często spóźniałem się na zajęcia, ponieważ miałem do dokończenia  bardzo ważny element obrazu. Czasem po prostu nie spałem… Myślę, że każdy człowiek z  pasją przeżył podobne momenty, czas się wtedy liczy najmniej.
W ten sposób powstał w pewnym momencie album „dżimi!”, następnie po wielu przemyśleniach
i momentach zawahania – autorska strona na Facebook’u, a w następnej kolejności ta oto powyższa strona „wypalam.pl”. Być może wprowadzałem zmiany oraz stawiałem kolejne kroki pokrętnie, czasem niezgodnie z logiką czy ogólnie przyjętą kolejnością, ale to moje kroki, każdy starałem się dogłębnie przemyśleć i przeanalizować, zawsze wypuszczając w świat ich jak najlepszą wersję.



Prywatnie: syn, wnuk, przyjaciel, kumpel, chłopak, mąż, arbiter siatkarski, dawniej libero, elektrotechnik, inżynier, elektryk, prawie magister, czasem sportowiec, akrobata, głodomor, pasjonat zegarków, miłośnik muzyki i niezliczonej ilości seriali (czasami sam się w tym gubię), wielbiciel gitarowego brzmienia i świetnego śpiewu, fotograf-amator, kiepski rysownik, momentami podróżnik
i marzyciel (bo kto nie chciałby wypalić Bitwy pod Grunwaldem w skali 1:1), bezwzględny i szczery żartowniś… niepotrzebne skreślić.

Tak naprawdę, to bardzo cenię sobie prywatność, także guzik się uzewnętrznię .



Z pirograficznymi pozdrowieniami
W.


 

Translate »